Zwiastuję sztukę tak jak komornika poczta…
Osobiste ambicje wzięły górę… Pamiętasz o uliczce? Skorzystaj proszę.
To co czują a nie widzą oczy. W zaciszu a nie zgiełku dziadostwa.
Nie zawszę będę miły, a prawdziwy, zajawką czynienia dobrej woli pókim żywy.
A ja nie rzucam słów na wiatr, więc po co?
Ja. Bu. WDZ.
07 lutego 2008 19:05 Komentarze (3)
Kontem swego O.K.a widzę to, chwytam to.
Pomimo? Wielu sprzeczności idących w parze z samym tym, że jestem. Z setkami ‘ale’ rzucanymi w moją stronę. Pojmuję świat po swojemu i tak jak spostrzegałem to wręcz krytycznie, teraz powoli uświadamiam sobie, że to tylko i wyłącznie moja sprawa i to ja mam się dobrze czuć we własnej skórze. Z usilnego zadowalania innych, dobierania swojego pseudo-charakteru do aktualnego otoczenia, skacząc od niepoprawnego pesymisty po niepoprawnego optymistę, po prostu zmęczyłem się. Usiadłem, a w czasie powielania sposobu na relaks, zrozumiałem kilka kwestii przezornie nie istotnych i w żadnym stopniu niepowiązanych ze sobą. Zacząłem postrzegać pewne fakty inaczej. Przyczynowo-skutkowe zależności. I tak, spostrzegłem chmarę pozerów dostrajających się do potrzeb świata, nie będących sobą, ale chcących przypasować się do towarzystwa. Doszedłem do wniosku, że jeżeli ktoś nie toleruje cię takim, jakim jest, to niech się pierdoli… Nie trzeba ugadzać nikomu na siłę.

Sam się tak zachowywałem, idiotycznie. A potem zauważyłem, że najlepsze w życiu momenty spotkały mnie kiedy byłem po prostu sobą… Może i taki wiek, przyznam szczerze. Nie mogę się odnaleźć, co prawda mam głęboko gdzieś ruchy ideologicznie, sensy życia, ale jak każdy, zadaję sobie dalej pytania, jak żyć. Twardo stąpać po ziemi czy może wiecznie iść na ustępstwa. Ale wydaje mi się, że każdy prawie codziennie chodź przez chwilę myśli sobie, co tu zmienić. A jeżeli chcemy zmian – coś nam nie pasuje. Jednak poprawię się… Nie każdy chce zmian… Człowiekowi szczęśliwemu nie potrzeba zmian, tu znów trzeba zdefiniować kim jest człowiek szczęśliwy. To szczęście zależy już jednak od człowieka szczęśliwego, tylko on potrafi je z grubsza zdefiniować a i tak, głowę daję, ta definicja stała nie będzie. Będzie elastyczna, zmieniająca się z czasem.
Usprawiedliwiać może się tylko człowiek szukający szczęścia. A do szczekających niepoprawnych pesymistów – są ludzie szczęśliwi. Sam byłem przez długi czas, swoje szczęście jednak zaniedbałem, szczęście zniknęło… Zacytuję… ‘kara dla każdego co nie umie dopilnować swego’. Wielu pewnie powie, Żuras, Jaras, Młody, masz napierdolone… No ale oczywiście nikt nie rzuci mi tego w oczy, ba, zastanawia mnie to, że grupa ta bardzo nałoży się na grupę osób nie przepadających za mną. To również mnie irytuje, że ocenia się krytycznie czyny i słowa kogoś przez pryzmat – lubię go / nie lubię go…. Lecz gdyby na to spojrzeć inaczej, wychodzi to samo z siebie, że nie lubi się kogoś za jego słowa. Paradoks. Dlatego podziwiam osobę potrafiącą przyznać i pochwalić pracę osoby, której szczerze się nie znosi. Jest to możliwe, chylę głowy…
Mi się to rzadko udaje.
05 lutego 2007 19:11 Komentarze (8)
Głupim nazywa się człowiek, który mając kochającą
go osobę, odrzuca ją. Robi to dlatego, bo myśli, że
potrzebna jest mu wolność, która z biegiem czasu
okaże się jego największym wrogiem.
10 grudnia 2006 18:52 Komentarze (4)
Systemu usterka...
Czyli coś o przekazie. O tym po co są te notki… Właśnie, notka ma uczyć? Pomóc. Coś przekazać…? Tylko zawsze zastanawia mnie pewna dziwna sprawa… Jak to jest, że ludzie w blogach namawiają i próbują uczyć, poprawiać innych skoro sami sobie nie dają rady ze swoimi problemami? Od tak, paradoks… A może, to jest po prostu łatwiejsze niż nam się wydaje i wyolbrzymiamy problemy na siłę…
W życiu? Co tak naprawdę jest ważne, pomocne? W walce z problemami? Czyjaś dłoń, czyjeś przytulenie, czyjeś ciepło… Jeśli to jest szczere, nie powinno wygasnąć. Czego się uczę? Staranniej dobierać osoby, z którymi się serdeczniej przywitam… Czego się uczę? Że zastanawiające jest jak pewne sprawy mogą szybko zmienić obrót o 180 stopni bez podania przyczny….
Co to wtedy może oznaczać? Kiedy wielkie coś zamienia się w wielkie nic? Ktoś boi się uczuć? I jak można czasami tak ranić z uśmiechem na twarzy… Uwierzę już we wszystko. Szukam? Kogoś kto doceni mnie takim jakim jestem, bez ukartowania uśmiechu na twarzy na siłę.
Czemu… Wszystko się zmienia i nic nie jest po staremu?
08 grudnia 2006 17:33 Komentarze (1)
Chcę mieć spokój w stresowych sytuacji natłoku…
Praca, laska, dom, wykłady, kumple, skład ponad składy… Kurwa. Dość… Obcy jak ósmy pasażer podróży, siedzi w sumie w mojej głowie. Co to ma być… Jak odnaleźć się w dniu? Tygodniu, miesiącu… Znów brak punktu odniesienia, jakkolwiek nie mogę w tym wszystkim znaleźć sensu, próbuję na różne sposoby…
Najgorzej jest wtedy… Kiedy ma się czas na myślenie. Kiedy jest coś do roboty, myśleć nie ma kiedy, jest ok. Nie tęskni się, nie płacze się, nie czujesz się wrakiem… W każdym bądź razie ciężko mi się podnieść. Tym bardziej, że idę sam. Dlaczego nie zostanę przyjacielem? Odpowiadałem miliony razy… Tak bardzo Was kurwa wszystkich boli, że byłem u koleżanki? Puszczajcie to w świat, używaj ukochanego argumentu… Powoli przestaje mnie ruszać.
Co ja takiego zrobiłem? Nie wiem, nie dowiem się. Widzę ile straciłem. Ale czy tak do końca tylko z mojej winy…
I tak, teraz widać jak bardzo człowiek potrzebuje innego człowieka. Jak bardzo chłopak potrzebuje dziewczyny, bo to przecież przeciwieństwa… Wyobraźcie sobie dwóch załamanych kumpli… Zaczną ze sobą rozmawiać? Gdzie tam… Skręcą bata, albo się najebią. Wyobraźcie sobie dwie załamane koleżanki. Położą się sobie na ramieniu, a tak naprawdę chuja z tego wyjdzie… Bo jedna nie zrozumie drugiej, nie będzie chciała albo będzie to widziała kobiecymi oczyma i spapra sprawę. Zaczynam doceniać zwykłe proste towarzystwo… Spędzenie czasu… Z kimś. Ponoć najlepsze notki piszę pod wpływem uczuć. Owszem, jestem teraz pod wpływem pewnych uczuć, ale co to ma do rzeczy, skoro notka nie wychodzi mi jak żadne ostatnio. Nie powinienem się tym tak przejmować… Zresztą… Parę plamek na monitorze. Brakuje krzyku ‘Niech mnie ktoś przytuli’ i smutnej miny ale na cud nie liczę. Przytulę się do Bandziora! Polecam nutkę…
10 listopada 2006 18:33 Komentarze (2)
Chciałeś palmę pierwszeństwa? Masz Palemkę.
Halo. Mam całą płytę nagraną.
Mniejsza z tym. Niby powrót do rzeźbienia tu czegokolwiek. Na wstępie nie wiem… Co ja mam tu do cholery napisać? Wiele razy myślałem, że ten blog zostawię i chuj. Niech sobie wisi… Chodź przyłapywałem się na tym, że wchodziłem w Statystyki i odnajdywałem odwiedziny… I tak po trzy miesięcznej przerwie postanowiłem coś nabazgrać. Nie na siłę. Od tak… Od siebie.
Pamiętacie notkę o przyjacielu? Właściwie o psiaku, którą pisałem jakiś czas temu? No i doczekałem się. Od początku wakacji jestem szczęśliwym (i czasem mniej) posiadaczem Bandziora, szczeniaczka rasy amstaff owianej złą sławą. Ale w domu to nic innego jak kochany biszkoptowy pies łaszący się do wszystkich. Może i swoją dumę ma, często w pysk musi dostać, ale jest.
Zastanawiałem się też, o czym ja mam do cholery pisać? Właśnie. Nie jestem z Alą, nie pozwolę jej się do mnie zbliżyć. Tematy? Jestem chory, z domu wyjść nie mogę. Nic ciekawego się nie dzieje. Nie narzucają się… Ale narzucają się myśli kłębiące się w tej głowie właśnie wtedy, kiedy nie robimy nic… Utrzymuję i polepszam kontakty, mam już nawet jedną osóbkę… ‘Myśl o niej przywraca mi uśmiech’, nie mam pojęcia czemu. Dobrze mi się z Nią żyje, tyle. Tematy nawiną się na pewno… W końcu Zespół Szkół Budowlano-Energetycznych wita. Trzeba iść na przód, ale uważać na nogi.
Właściwie jestem też ciekaw, kto to przeczyta, czasami tak sobie myślę, jak bardzo zmieniłem otoczenie… Kto komentował by to pół roku temu, a kto komentował by to teraz? Dużo się zmieniło? Nie. Raczej. Trochę felerne było to, że bloga w najlepsze czytali sobie nauczyciele, mamy koleżanek, rodzicie, ciul wie skąd wyszperali adres. Trudno, po pysku nie miałem za co dostać, i z przyjemnością muszę stwierdzić, że od momentu otworzenia bloga - nie usłyszałem żadnych negatywnych komentarzy. W sumie… Nie wiem co tu jeszcze. Od jakiegoś czasu… Nie cudze szczęście priorytetem. Koniec z uszczęśliwianiem innych tracąc na tym…
30 sierpnia 2006 23:07 Komentarze (5)
Banda zagra, gandzia w gardłach...

To powtórka z rozrywki
Dziwisz się ?
Nowe nagranie
To kolejna próba
Choć myślałem, że to koniec
Ale tak myślą ci co nie widzą nas wcale
Grammatik i przyjaciele
Przed siebie wytrwale
Grammatik - reaktywacja.
Na przekór sobie. Coś tu będzie.
29 sierpnia 2006 12:20 Komentarze (2)
Najpiękniejsze to co zakazane…
Najpiękniejsze to co nie jest całkowicie obojętne… I co mam tu napisać? Z jednej strony nie wiem ile mogę napisać. Na ile pozwoli mi sumienie… Bo nie chcę tu nikogo ranić. Już niedługo koniec szkoły… Wreszcie, koniec nauki. Właśnie teraz kiedy brakuje mi sił na cokolwiek a co dopiero na naukę. Wrócić? Boje się… Wejść do tej samej rzeki, znów… Nie… Za dużo bólu, ściem, przejawów nie wiem czego. Udało Ci się to dziewczyno, zrazić mnie do siebie, najebać w głowie nie raz…
Nie umiem, za bardzo się boję. Kocham, a boję się. Chcę czegoś innego, świeżego, luźnego. Nie chcę kolejnych powodów do kłótni, atmosfery, pytań czy ja Kocham… Zadawanych przez samego siebie… Ta notka jest z dupy… Nie umiem się skupić, nie umiem ładnie składać zdań, przez pewien czas starałem się pisać pod publikę. Najśliczniej wychodziło mi to, kiedy w ogóle się nią nie przejmowałem. Bo co ja właściwie robię? Piszę coś, przelewam myśli na papier, na pewno nie pełne myśli.. Na wirtualny papier i publikuję te myśli, pozwalam je czytać ludziom, których na oczy nie widziałem… I czy jest źle? Nie. Ale jest dziwnie. Na filmach to jest tak, że jest sobie zakochana nastolatka i pisze sobie na blogu, poznaje księcia z bajki, jest oh i ah. A w życiu? Jest dużo więcej problemów i w ogóle. Życie? Jest paskudne? Hmm….

Jest paskudne, kiedy jesteśmy problematyczni na siłę. A gdyby zrobić tak jak mówi Dominik? Że życie to jak klocki lego i w ogóle… Dopasowywać sobie tylko odpowiednio elementy, a wadliwe (bolesne), odkładać na bok i upychać na sam koniec? Nie znajdować w tym ucieczki od problemów… Nie skupiać się na problemach. Tylko jak to zrobić, kiedy nawet słońca nie ma.. Słońce jest przepiękne, daje pozytywny nastrój… Bo wtedy wszystko wydaję się być prostsze, znikają problemy, gdziekolwiek się nie znajdziesz, jest fajnie. Każde wyjście, nawet skończenie w lesie 30 km dalej na boso może przemienić się w śmieszna przygodę! A ponure chmury, wiatr, chłód? Mówiący „wracaj do domu, do Internetu, żon, psów i kotów”? Nie zachęca do niczego poza nauką i wiarą, że będzie lepiej.
Mimo wszystko w głowie mam trochę namieszane. Dostałem trochę, a teraz wracają takie okrutne realia. Leżąc obok na łóżku myślę, czy nie szturchnąć jej stopami, nie zacząć jakichś śmiesznych zaczepek, no i czuję taki leciutki niedosyt kiedy żadne „pomysły” nie wychodzą z drugiej strony. Tak to już jest… Nie rozumiem, dlaczego to tak roztrząsam. Z drugiej strony byłem super fajny, złapałem doła, zostałem miernotą czy jak to jest? Nie wiem… Wiem, że widocznie można tracić w cudzych oczach tym, że nie zawsze jest się uśmiechniętym nawet jak się ma nie wiem jak przejebane..
Dlaczego CLS w BiTurbo? Piękne, takie, które widzi się na ulicy czyli w pewnym sensie widoczne, lecz nieosiągalne…
06 czerwca 2006 19:41 Komentarze (2)
Archiwum 2010 czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń Archiwum 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń Archiwum 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń Archiwum 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń Archiwum 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty